Czas komisarza.

Gawęda ta opowiada o jednym z najbardziej ponurych okresów w dziejach bydgoskiego harcerstwa. To czas, gdzie takie wartości, jak przyjaźń, braterstwo, poszanowanie odmienności poglądów czy dążenie do porozumienia, będące podwaliną harcerstwa, były deptane i zastępowane mściwością, kłamstwem, obłudą, intrygami oraz pogardą. To również czas, gdzie hipokryzja i buta harcerskich władz wszystkich szczebli osiągnęła szczyty.

Rozkazem Specjalnym komendanta Bydgoskiej Chorągwi ZHP hm. PL Jana Graczkowskiego z dnia 26 września 1983 roku hm. Wojciech Gawłowski został mianowany komisarycznym komendantem bydgoskiego Hufca. Jego „rządy” trwały między 26 września 1983 roku , a 31 marca 1984 roku – łącznie 188 dni. Dlaczego harcmistrz Gawłowski został komisarzem? Był zaangażowanym członkiem kręgu instruktorskiego „Watra”, prowadzonego przez znanych wówczas w bydgoskim środowisku długoletnich instruktorów hm. PL Barbarę Roman i hm. PL Jerzego Romana. Harcerska aktywność hm. Wojciecha Gawłowskiego przejawiała się głównie w okresach akcji letnich i zimowych, gdy jako kwatermistrz był współorganizatorem obozów i zimowisk. Zawsze sprawiał wrażenie człowieka zrównoważonego i spokojnego. Może dlatego władze bydgoskiej Chorągwi zaproponowały mu funkcję, na której sprawowanie nie było chętnych. Bo jak stwierdziła zastępca komendanta Bydgoskiej Chorągwi ZHP hm. PL Krystyna Sosińska: „ Chcieliśmy, żeby został nim (komisarycznym komendantem Hufca – przyp. aut. ) człowiek bezstronny, niezaangażowany w konflikt. Długo nie było kandydata – instruktorzy nie wyrażali zgody. Wreszcie na sprawowanie tej funkcji zgodził się Gawłowski. Dla dobra hufca – tak powiedział”.

Jak wspomina hm. Janusz Pruski: Będąc bezpośrednim uczestnikiem, lub przynajmniej obserwatorem, nie jest mi łatwo bez emocji opisać zdarzenia z tamtego okresu. Ufam, że w przedstawionych faktach i ich ocenie zachowałem obiektywizm. Muszę powiedzieć, że wiadomość o przyjęciu przez Gawłowskiego funkcji komisarza była dla mnie zaskoczeniem. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak szanowany instruktor zdecydował się na odegranie roli, która w przyszłości nie miała mu przynieść chluby. Oczywiście gdyby chciał, mógłby korzystając z nadanych mu wówczas uprawnień podjąć się „dla dobra hufca” roli mediatora szukającego pozytywnych rozwiązań. Nigdy z tego nie skorzystał. Komisarz Gawłowski ( bo z racji jego działań tak niestety trzeba go tytułować ) miał do spełnienia w bydgoskim hufcu - „z namaszczenia” władz harcerskich - określone zadania polegające na bezpardonowym rozprawieniu się z harcerską opozycją. Jak się niebawem okazało, z tego zadania wywiązał się doskonale!.

Aby dobrze zrozumieć przedstawione poniżej wydarzenia i fakty, trzeba wrócić jeszcze na chwilę do posiedzenia Rady Hufca w dniu 26 września 1983 roku. Ponieważ podczas jego obrad władze harcerskie zrobiły wszystko, aby do minimum ograniczyć wystąpienia „młodych” członków Rady, kilku z nich postanowiło w formie pisemnej ustosunkować się do oceny zaprezentowanej przez pełnomocnika Komendy Bydgoskiej Chorągwi na Hufiec Bydgoszcz – miasto hm. PL Krystynę Sosińską. Sygnatariusze tego dokumentu: pwd. Andrzej Chudziński, Bogusław Gusowski, pwd. Wojciech Hermanowski i pwd. Dorota Barczak zdecydowanie zaprotestowali przeciwko polityce realizowanej przez władze bydgoskiej Chorągwi, oczekując konstruktywnych działań. Jak należało oczekiwać stanowisko nie wywołało na władzach bydgoskiej Chorągwi żadnego wrażenia. Było jednak ważne dla jednoczenia się bydgoskiego środowiska niepokornego harcerstwa.

Tymczasem komisarz rozpoczął swoje urzędowanie. Już 28 września 1983 roku sekretarka Komendy Hufca wręczyła hm. Januszowi Pruskiemu dwa pisma podpisane przez Gawłowskiego. Z pierwszego wynikało zwolnienie go w trybie natychmiastowym z funkcji kierownika Referatu Pracy Kręgów Instruktorskich. W drugim piśmie zawarte było polecenie natychmiastowego opuszczenia pomieszczenia, w którym pracował jako dyrektor Domu Harcerza i przeniesienia się do suteryny budynku! A trzeba przypomnieć, że Dom Harcerza, jako placówka oświatowa miała do swojej dyspozycji piętro i suterynę budynku należącego do Komendy Hufca ZHP Bydgoszcz – miasto przy ul. Libelta 8. Wynajmowanie tych pomieszczeń było regulowane stosownymi umowami pomiędzy władzami harcerskimi i oświatowymi w Bydgoszczy. Przeniesienie hm. Pruskiego do ciemnej suteryny, w której mieściły się pomieszczenia klubowe miało go oczywiście upokorzyć i pokazać wszystkim kto tutaj teraz rządzi. Podjęte działanie zakończyło się niepowodzeniem komisarza, gdyż poinformowany o tej próbie inspektor Wydziału Oświaty Urzędu Miejskiego (który reprezentował stronę umowy najmu), polecił pozostanie w dotychczasowym biurze. Jak się można było spodziewać był to dopiero początek represji wobec osoby Janusza Pruskiego postrzeganego przez władze, jako jednego z głównych liderów „niepokornego harcerstwa” i innych osób podejrzewanych o sympatie wobec opozycji.

W tym miejscu trzeba wskazać pozytywną rolę , jaką odegrali w tej, jak i w wielu kolejnych sprawach urzędnicy bydgoskiego Wydziału Oświaty, a przede wszystkim Inspektor Oświaty i Wychowania Janusz Lankauf. Oficjalnie nie mogli wtrącać się do spraw Hufca. Mogli natomiast zajmować stanowisko w kwestii działalności Domu Harcerza i jego pracowników. ( była to placówka oświatowa – przyp. autora). Jak podkreśla Janusz Pruski: W tym trudnym okresie wyczuwałem z ich strony przychylność, tak dla mojej osoby, jak i członków Rady Hufca będących w opozycji do władz harcerskich. Nie było to zwyczajowe poklepywanie po ramieniu. Ta sympatia miała swoje wymierne efekty między innymi w załatwieniu miejsc pracy dla instruktorów, którzy w wyniku represji musieli odejść z funkcji pełnionych w bydgoskim Hufcu, czy Domu Harcerza. Taka pomoc nie była mile widziana, tak przez komisarza, jak i władze chorągwiane i wymagała odwagi. Wspominam to dlatego, że w tamtym czasie, kiedy zachowanie twarzy i odwaga były „towarem deficytowym” spotkałem na swojej drodze wielu ludzi, którzy pełniąc ważne funkcje publiczne umieli się godnie i sprawiedliwie zachować. Inspektora Janusza Lankaufa nie ma już wśród nas. Często odwiedzam jego grób, dziękując mu w za jego „bycie” ze mną i innymi, za to że mogłem na niego liczyć.

Komisarz Gawłowski nie próżnował. Już następnego dnia, czyli 29 września po opisanej wyżej, chwilowo nieudanej próbie eksmisji, wręczył wypowiedzenie z pracy hm. Elżbiecie Karwowskiej pełniącej w bydgoskim hufcu funkcję kierownika Referatu Harcerskiego. Komisarz był oczywiście tylko posłańcem Komendy Chorągwi, która była pracodawcą dla wszystkich pracowników Hufca. Za to, osobistą decyzją komisarza Gawłowskiego było natychmiastowe odwołanie druhny hm. Karwowskiej z funkcji kierownika wspomnianego referatu. Aby nie miała ona możliwości jakiegokolwiek manewru, a przede wszystkim możliwości wpływania na pracę referatu wysłano ją na przymusowy urlop.

Kim była hm. Elżbieta Karwowska, że jako jedna z pierwszych została poddana szykanom? Została zatrudniona w bydgoskim Hufcu w maju 1979 roku początkowo na stanowisku administracyjnym, a następnie powołana na funkcję kierownika Referatu Harcerskiego. Ambitna, z otwartą na nowe rozwiązania głową, a przede wszystkim pracowita, należała do tych instruktorów, na których zawsze można było liczyć. Nic dziwnego, że kiedy nadszedł czas „ solidarnościowy” bez chwili wahania opowiedziała się po stronie przemian. Wokół swojej osoby skupiła wielu młodych instruktorów – drużynowych, którzy chcieli oprzeć działalność drużyn na wartościach i metodach przedwojennego harcerstwa. Po wprowadzeniu stanu wojennego zdecydowanie opowiedziała się po „niepokornej” stronie bydgoskiego harcerstwa. W październiku 1982 roku została współzałożycielką Harcerskiego Kręgu Instruktorskiego „ Kuźnica”, który w swoich założeniach programowych stawiał sobie za cel kontynuowanie przemian w harcerstwie ( odsyłam do zakładki: Kręgi Instruktorskie – HKI „Kuźnica”). Od września 1983 roku objęła przewodnictwo tego kręgu. Zdecydowanie poparła działania nowej Rady Hufca wybranej w grudniu 1982 roku. Zaliczenie jej przez władze hufca i chorągwi do grona opozycji wynikało nie tylko z tych faktów, ale może przede wszystkim z faktu zaliczenia jej do grona głównych współpracowników hm. Janusza Pruskiego. Zostało to potwierdzone na zwołanej w trybie pilnym w dniu 6 października 1983 roku zbiórce drużynowych drużyn harcerskich. Wtedy to zdezorientowanym instruktorom, którzy nie mogli pojąć co takiego się stało, że „szefowa” ich referatu została wyrzucona z pracy i funkcji, komisarz Gawłowski zaprezentował druhnę hm. Karwowską jako „spiskowca” działającego na szkodę harcerstwa, nielojalną wobec przełożonych, a przede wszystkim współpracującą z Januszem Pruskim. Zdaniem komisarza, usunięcie hm. Karwowskiej z funkcji szefa referatu miało powstrzymać destrukcję oraz upadek pionu harcerskiego w Hufcu. Skuteczność i szybkość działań komisarza Gawłowskiego, zmierzających do „ratowania” bydgoskiego harcerstwa można zauważyć w tempie obsadzenia funkcji kierownika Referatu Harcerskiego. Nastąpiło to dopiero 8 grudnia, (przeszło 2 miesiące po zwolnieniu druhny Elżbiety) kiedy to kierownikiem został hm Edwin Gawrych.

Tak komisarz, jak i Komenda Chorągwi nie spodziewali się, że druhna Elżbieta podejmie walkę, przede wszystkim o swoją godność. Natychmiast po otrzymaniu wypowiedzenia z pracy złożyła odwołanie do Terenowej Komisji Odwoławczej ds. Pracy w Bydgoszczy (organ ten, działający w latach 80. można porównać do dzisiejszego sądu pracy pierwszej instancji). Ten krok całkowicie zaskoczył Komendę Chorągwi, która spodziewała się, że została ona pognębiona i zdruzgotana odejdzie w niesławie z bydgoskiego hufca. Trzeba było coś zrobić, tylko co? Komendant Chorągwi hm.PL Jan Graczkowski postanowił osobiście przeprowadzić z nią ostateczną rozmowę. Spotkanie odbyło się 17 października (nomen omen w 1. rocznicę powstania kręgu „ Kuźnica”). Jak wynika z relacji Elżbiety Karwowskiej Graczkowski rozpoczął rozmowę od ataku (bo jak się będzie krzyczało, to może przeciwnik się przestraszy i zmięknie). W ostrych słowach zarzucił jej nielojalność, czego koronnym przykładem miała być współpraca oczywiście z …. Pruskim. Podkreślił, że w swoich działaniach jest osamotniona i nikt jej nie pomoże. Zauważył również, że od przyjaźni ważniejsze są ideowe pryncypia. W dalszej części rozmowy, a raczej monologu stwierdził, że jeżeli wycofa dokumenty z Komisji Odwoławczej, to on załatwi jej pracę i zmieni obecne natychmiastowe wypowiedzenie z pracy na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Jednak druhna Elżbieta odmówiła. Oświadczyła, że po pierwsze, nie ma zamiaru wycofywać swojego odwołania i będzie walczyła, a po drugie nigdy nie poświęci przyjaźni dla jakichkolwiek pryncypiów.

Dnia 4 listopada odbyła się pierwsza rozprawa przed Terenową Komisją Odwoławczą w Bydgoszczy. Ku zaskoczeniu obecnej na rozprawie zastępcy komendanta Chorągwi hm.PL Krystyny Sosińskiej, przewodnicząca Komisji stwierdziła, że przedstawione przez Komendę Chorągwi dokumenty nie są podstawą do rozwiązania umowy. Komenda Chorągwi, jeżeli chce, aby sprawa była nadal rozpatrywana, musi dostarczyć wiarygodne dokumenty poparte zeznaniami świadków. Była to jednak tylko chwila satysfakcji, bowiem wiadomo było, że to nie koniec walki. Komenda Chorągwi szybko znalazła świadków, którzy przed Komisją potwierdzili złą pracę i brak współpracy ze strony druhny hm. Karwowskiej. Gwoli zachowania prawdy historycznej, trzeba wymienić tych „sprawiedliwych świadków” z imienia i nazwiska: Małgorzata Czarnota, Henryk Konarski, Marlena Mikołajczak, Zbigniew Kubiak, Lech Ciabach i Krystyna Sosińska.

Ponieważ było wiadomym, że Komenda Chorągwi nie odpuści, a druhna Elżbieta nie pracując pozostawała bez środków do życia, trzeba było podjąć konkretne działania. Z pomocą przyszedł wspominany wcześniej inspektor Oświaty i Wychowania Janusz Lankauf, który po rozmowie z hm. Januszem Pruskim zatrudnił ją z dniem 1 lutego 1984 roku na stanowisko wychowawczyni w jednym z bydgoskich przedszkoli. Cześć mu za to i chwała !

Ostatecznie 25 maja 1984 roku zespół orzekający Komisji Odwoławczej oddalił wniosek hm. Elżbiety Karwowskiej o przywrócenie do pracy. Cóż, w tamtych realiach politycznych nie należało się spodziewać innego wyroku. Elżbieta postanowiła walczyć dalej. Nie chodziło już o pracę, ale o zwykłą sprawiedliwość. Korzystając z przysługujących uprawnień odwołała się do Okręgowego Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Toruniu. Komendę Chorągwi sprawa ta zaczęła uwierać. Nie była bowiem pewna, jakie stanowisko przyjmie Okręgowy Sąd Pracy, a przede wszystkim, jakie sprawy mogą ujrzeć światło dzienne podczas kolejnych rozpraw. Zapadła decyzja o przedstawieniu druhnie Elżbiecie propozycji polubownego załatwienia sprawy. Na rozprawie, która odbyła się 19 lipca 1984 roku, Komenda Chorągwi zaproponowała ugodę i rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Sąd zobowiązał pracodawcę do wypłacenia druhnie hm. Karwowskiej odszkodowania za trzy miesięczny okres pozostawania bez pracy. Wiadomo było, że w tej sytuacji i przy tych władzach w bydgoskim Hufcu powrót na poprzednią funkcję nie wchodzi w rachubę. Dlatego, chociaż E. Karwowska mogła ubiegać się o powrót do pracy w Komendzie Hufca, zgodziła się na ugodę - mając satysfakcję z wygranej walki, która obnażyła przy okazji perfidię działania komisarza i jego mocodawców z Komendy Chorągwi. .

Szykany wobec niej trwały również w kolejnych latach. Przykładem niech będzie sprawa harcówki 48 Bydgoskiej Drużyny Harcerek „Gaj”, której była drużynową. Była to jedna z nielicznych drużyn, która swoją harcówkę miała poza szkołą. Mieściła się ona w budynku mieszkalnym należącym do Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej „Znicz” przy ul. Libelta. Dostępność lokalu, a przede wszystkim samodzielność pozwalały na swobodną pracę drużyny. Z harcówki korzystało również całe środowisko „niepokornego harcerstwa”, zwłaszcza Krąg Instruktorski „Kuźnica”. Na to ze strony władz harcerskich, z chwilą uznania hm. Karwowskiej za persona non grata, nie mogło być przyzwolenia. Zrobiono wszystko, aby Zarząd Spółdzielni rozwiązał w 1986 roku z 48 BDH umowę o najem lokalu. Pięknie wyposażona, a przede wszystkim tętniąca życiem harcówka przestała istnieć. Drużyna nie miała już swojego stałego miejsca zbiórek i musiała spotykać się w różnych przypadkowych miejscach.

Przedstawiona powyżej szczegółowo sprawa hm. Elżbiety Karwowskiej jest symptomatyczna. Pokazuje, że ówczesna władze ZHP nie cofały się przed użyciem metod służących niszczeniu wartościowych instruktorów. Nie było ważne, że ktoś mógł pozostać bez pracy i środków do życia. Bez skrupułów naruszano godność i dobre imię, a przede wszystkim kolportowano kłamliwe pomówienia i oszczerstwa, tak w środowisku harcerskim, jak i pośród społeczeństwa. Dla „dobra Hufca” (dewiza komisarza) i „ideowych pryncypiów” (dewiza komendanta Chorągwi) każdy środek był usprawiedliwiony.

Wróćmy do jesieni 1983 roku. Dnia 2 października „młodzi” członkowie Rady Hufca wystosowali do Rady Bydgoskiej Chorągwi odwołanie od uchwał Prezydium Komendy Chorągwi z 24 września 1983 roku (uchwały te w całości są cytowane w gawędzie „Czas przesilenia”). Oczywiście wszyscy zdawali sobie sprawę, że władze harcerskie nie będą się przejmowały jakimkolwiek odwołaniem. Chciano jednak skorzystać ze wszystkich możliwości prawnych, a przede wszystkim pokazać publicznie działania władz służące wyłącznie ich partykularnym interesom.

A co było słychać u komisarza Gawłowskiego? „Wprowadzając porządek” w bydgoskim harcerstwie wziął na cel Dom Harcerza uznawany za „matecznik” niepokornego harcerstwa. Co jakiś czas wysyłał korespondencję związaną głównie z żądaniami opuszczania kolejnych, zajmowanych przez Dom Harcerza pomieszczeń. Można się domyślać, że w tym zakresie realizował odgórne wytyczne. Nigdy nie pojawiły się żadne informacje o zakresie kompetencji i uprawnieniach komisarycznego komendanta Hufca. Zapewne taki dokument nigdy nie powstał i wszystko opierało się na dyrektywach władz chorągwianych wydawanych w zależności od doraźnych potrzeb. O tym, że tak było i że komisarz był bezwolnym narzędziem w rękach Komendy Chorągwi niech świadczy incydent, który miał miejsce podczas posiedzenia Komendy Hufca w dniu 25 października 1983 roku. Na posiedzenie przybył hm. Mariusz Dopierała ( członek Komendy Hufca), którego komendant Chorągwi hm.PL Jan Graczkowski rozkazem z 27 czerwca 1983 roku zawiesił w prawach instruktorskich. Komisja Instruktorska bydgoskiego Hufca oddaliła jednak wysuwane przeciwko hm. Dopierale zarzuty i orzeczeniem z dnia 26 września 1983 roku przywróciła mu pełnię praw instruktorskich. Pomimo tego komisarz Gawłowski zażądał kategorycznie od Mariusza opuszczenia sali obrad twierdząc, że jest on nadal zawieszony w prawach, a tym samym nie może uczestniczyć w posiedzeniu Komendy Hufca. Druh hm. Dopierała pokazał mu wówczas orzeczenie w jego sprawie wydane przez Komisję Instruktorską. Komisarz, zamiast przyjąć decyzję Komisji do wiadomości i pozwolić hm. Dopierale na uczestnictwo w posiedzeniu Komendy Hufca połączył się telefonicznie z Komendą Chorągwi. Kilkunastominutowe konsultacje toczyły się w obecności zaskoczonych członków Komendy Hufca, którzy nic nie wiedzieli o przywróceniu Mariuszowi praw instruktorskich. Widać było, że sytuacja przerastała komisarza Gawłowskiego, który ostatecznie, po otrzymaniu stosownych wskazówek „z góry” podjął „samodzielną” decyzję o przerwaniu posiedzenia Komendy Hufca i kontynuowanie obrad w nieokreślonej przyszłości.

Dnia 4 listopada 1983 roku ukazał się rozkaz Komendanta Hufca L 5/83/6 datowany na 26 października 1983 roku podpisany przez hm. Wojciecha Gawłowskiego. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że użyte przez komisarza w tytule rozkazu wyrażenie: „Komendanta Hufca” było z jego strony nadużyciem. Wojciech Gawłowski nie był komendantem Hufca, gdyż takowy musiałby zostać wybrany przez Radę Hufca. Był on, z nadania komendanta bydgoskiej Chorągwi komisarycznym komendantem Hufca, a to zmieniało wszystko!

Ze wspomnianego rozkazu, poza informacją o mianowaniu przez komendanta bydgoskiej Chorągwi na czas nieokreślony hm. Wojciecha Gawłowskiego komisarycznym komendantem Hufca, dowiedzieliśmy się o oficjalnym odwołaniu z funkcji kierowników referatów KH hm.PL Janusza Pruskiego i hm. Elżbiety Karwowskiej. Była też „jaskółka” zapowiadająca zbliżające się represje w stosunku do młodej kadry instruktorskiej skupionej wokół dawnego KIHAM. W prawach instruktorskich został zawieszony pwd. Andrzej Leszczyński. Był to młody instruktor działający w 33 Bydgoskim Szczepie Harcerskim. Co w tym szczególnego? A to, że członkami tego szczepu byli między innymi: hm. PL Krystyna Sosińska, hm. Lecha Ciabacha i hm Józef Kruszyński. Tak zacne grono nie mogło dopuścić, aby w jego otoczeniu działał ktoś, kto chciał chodzić własnymi drogami i współpracował ( o zgrozo !) z harcerską ekstremą. Druh pwd. Andrzej Leszczyński widział harcerstwo inaczej i musiał za to zapłacić.

Tym samym rozkazem, komisarz Gawłowski powołał z dniem 13 października Radę Instruktorów przy Komisarycznym Komendancie Hufca. W rozkazie nie wymieniono składu personalnego tego gremium, a na pytania, kto wchodzi w jego skład, komisarz odmawiał odpowiedzi. Jednym słowem mieliśmy sytuację funkcjonowania w hufcu tajną, nie mającą podstaw statutowych strukturą działającą wewnątrz Hufca. Nie należy się dziwić, że skład rady był utajniony, gdyż przynależność do niej nie przynosiła chluby jej członkom. Pierwsze posiedzenie rady odbyło się 26 października 1983 roku. Ani z tego, ani z żadnych innych spotkań nie opublikowano jakichkolwiek komunikatów przedstawiających efekty pracy. Tak naprawdę nie wiadomo, czy rada w ogóle się spotykała. Z posiadanego dokumentu zatytułowanego „Cele i zadania Rady Instruktorów” wynika, że wachlarz spraw, którymi się miała zajmować był szeroki. Od doradzania i prowadzenia akcji propagandowo – agitacyjnych do udzielania pomocy Komendzie Hufca w realizacji zadań programowych. Jednak zadaniami o szczególnym znaczeniu miały być: „dokonanie oceny pracy instruktorów działających niezgodnie ze statutem ZHP oraz skierowanie do Komisji Instruktorskiej wniosków przeciwko członkom Rady Hufca nie wywiązującym się z nałożonych obowiązków zwłaszcza tym, którzy swą destrukcyjną postawą uniemożliwiają normalną pracę Hufca”. Należy domniemywać, że ten „kadłubowy” organ miał legitymizować poczynania komisarza i sprawiać wrażenie, że w Hufcu nie panuje samowładztwo, a wszelkie decyzje są konsultowane z tak zwanym „aktywem”. Szkoda tylko, że w dążeniu do normalizacji tak mało korzystano ze statutowych organów, chociażby Rady Hufca, która w okresie rządów komisarza zebrała się raptem dwa razy tj. 21 grudnia 1983 roku i 27 stycznia 1984 roku i to głównie po to, aby przygotować Nadzwyczajną Konferencję Sprawozdawczo – Wyborczą Hufca.

Rada Instruktorów przy komisarycznym komendancie Hufca zakończyła swój żywot 31 marca 1984 roku, o czym poinformowano w rozkazie komisarza L 3/84/10. Nigdy nie opublikowano sprawozdania z jej działalności. Nie ma też żadnej wzmianki o jej istnieniu i efektach pracy w „Sprawozdaniu z działalności Hufca Bydgoszcz – miasto za lata 1983 – 1984” przygotowanym na nadzwyczajną konferencję Hufca. Są dwa wyjaśnienia takiej sytuacji. Pierwsze to, że z braku aktywności Rady nie było o czym informować bydgoskiego środowiska harcerskiego. Drugie, to chęć utajnienia działań i podejmowanych decyzji, które niewiele miały wspólnego z „dobrem Hufca”. Powołanie komisarza miało przede wszystkim uderzyć w harcerską opozycję, zwłaszcza w „młodą” część Rady Hufca. Wprawdzie nigdy się do tego oficjalnie nie przyznano, to wręcz machiawelicznym pomysłem było podjęcie działań przyspieszających odbycie służby wojskowej przez młodych instruktorów, a mianowicie: phm. Piotra Grądziela, phm. Andrzeja Chudzińskiego, pwd. Bogdana Ensmingera czy Adama Niedźwiedzkiego. Wszyscy dostali powołanie do wojska od 28 października. Pozwoliło to na usunięcie ich w majestacie prawa z czynnej działalności w bydgoskim Hufcu. Równolegle podjęto represje w stosunku do innych młodych instruktorów. Rozwiązano 77 BDH i zwolniono z funkcji drużynowego phm. Bolesława Strokowskiego. Przypomnijmy, że był on członkiem bydgoskiego KIHAM i przez pewien czas pełnił funkcję przewodniczącego tego kręgu. Rozkazem L 6/83/7 z 8 grudnia 1983 roku komisarz Gawłowski na wniosek Komendy Hufca zawiesił w prawach instruktorskich: pwd. Dorotę Barczak, phm Andrzeja Chudzińskiego i pwd. Ewę Kruszyńską. Powód: „nie przestrzeganie podstawowych zasad etyczno - moralnych obowiązujących w ZHP”. Wnioski o ich usunięcie ze Związku skierowano do Komisji Instruktorskiej bydgoskiego Hufca. Wiele można by napisać o metodach stosowanych przez ówczesne władze harcerskie wobec harcerskiej opozycji, a zwłaszcza w stosunku do młodych instruktorów. Podsumowaniem niech będzie cytat z oceny poczynań wspomnianych władz dokonanej przez Komisję Instruktorską Hufca ZHP Bydgoszcz – miasto w jej sprawozdaniu z działalności za okres od grudnia 1982 roku do marca 1984 roku. „Analizując prowadzone przez Komisję sprawy (dyscyplinarne ) należy podkreślić, że wszystkie były pochopnie skierowane do Komisji. W każdym przypadku brakowało próby dogłębnego zbadania sprawy i chęci jej polubownego załatwienia. Kierując sprawy do Komisji wnioskodawcy ( najczęściej niestety Komenda Hufca) zapomnieli, że mogą wyrządzić obwinionym instruktorom poważne szkody moralne i zaszkodzić ich opinii w środowisku ( nie tylko instruktorskim). Zbyt pochopnie podejmowano decyzje o zawieszeniu w prawach instruktorskich. Przyczyniło się to do wytworzenia atmosfery dalekiej od idei braterstwa i pojednania, które powinny dominować w harcerstwie. Obniżyło to również autorytet władz harcerskich w oczach wielu instruktorów. Przy rozpatrywaniu spraw okazało się bardzo często, że u ich podstaw leżą często prywatne animozje i chęci wykazania „kto tu rządzi”. Widoczny jest również fakt małej orientacji władz Hufca w przepisach normujących działalność Związku. Władze harcerskie oraz instruktorzy chcący kierować sprawy dyscyplinarne do Komisji Instruktorskiej powinny uprzednio wykorzystać wszystkie inne dostępne możliwości, aby nie wyrządzać krzywdy moralnej obwinionym instruktorom. W przypadku niesłusznych lub fałszywych pomówień wnioskodawcy powinni być pociągani do odpowiedzialności karnej”. Tyle Komisja Instruktorska. Trzeba w tym miejscu jeszcze raz, z imienia i nazwiska wymienić skład Komisji Instruktorskiej bydgoskiego Hufca z tego okresu (patrz także w gawędzie „Czas przesilenia”). Byli to: hm.PL Genowefa Karge – przewodnicząca Komisji, phm. Krystyna Bojar, hm.PL Bogumiła Kaja i phm. Marian Kamrowski. Oto Sprawiedliwi w czasach pogardy, którzy mieli odwagę publicznie opowiedzieć się po stronie PRAWDY !

Aby sparaliżować aktywność, zwłaszcza młodych instruktorów, a przede wszystkim wprowadzić atmosferę strachu i niepewności wytoczono działa najcięższego kalibru. Były nimi przesłuchania przeprowadzane przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa między listopadem 1983 roku, a marcem 1984 roku. Z posiadanych źródeł wiadomo, że tym represjom zostali poddani: hm. Mariusz Dopierała, hm.PL Janusz Pruski, phm. Bogusława Pasieka, pwd. Andrzej Chudziński, pwd. Dorota Barczak, phm. Bogdan Dzakanowski, org. Andrzej Pielacha, pwd. Wojciech Hermanowski, pwd. Ewa Kruszyńska oraz Bogdan Gusowski. Jak wiadomo z opublikowanych na tym portalu dokumentów, służba bezpieczeństwa w swoich działaniach była mocno wspierana przez harcerskie władze Hufca i Chorągwi. Ileż trzeba mieć w sobie podłości, aby dla osiągnięcia partykularnych interesów donosić na swoich kolegów i druhów!

Tematem przesłuchań było oczywiście „harcerskie podziemie”. Funkcjonariusze SB bardzo chcieli się dowiedzieć, czy takie podziemie istnieje, a jeżeli tak, to jak jest zorganizowane i kto nim kieruje. I tu był problem, gdyż pomimo sugerowania przez władze harcerskie istnienia podziemnych struktur, w żaden sposób nie można było się ich doszukać. No cóż. Harcerskie „podziemie” bazowało na przyjacielskich kontaktach instruktorów sprawdzonych podczas wieloletnich realizowanych razem działaniach wychowawczych, na przyjaźniach zrodzonych podczas obozów i biwaków oraz wspólnym przekonaniu, że wartością jest służba Bogu, Polsce i bliźnim. . Cała działalność niepokornego harcerstwa w Bydgoszczy toczyła się, można rzec, w świetle jupiterów. To dla SB, a zwłaszcza dla komisarza i Chorągwi stanowiło problem. Nic zatem dziwnego, że uciekano się do wszelkich metod, aby udowodnić podziemną działalność. Dawało to podstawę do uwiarygodnienia podejmowanych decyzji, a przede wszystkim stosowania szykan. Warto tutaj przytoczyć historię z pogranicza głupoty i science fiction opowiedzianą wówczas hm. Januszowi Pruskiemu przez inspektora Oświaty i Wychowania Janusza Lankaufa. Oto na jednym z posiedzeń Miejskiej Rady Przyjaciół Harcerstwa, w skład której wchodzili prominentni przedstawiciele ówczesnych władz miasta (między innymi przewodniczący miejskiej Rady) komisarz Gawłowski i hm. Lech Ciabach zaprezentowali zgromadzonym plakat, informujący o organizowanym przez Dom Harcerza zlocie harcerskim, inaugurującym obchody 100. rocznicy urodzin założyciela bydgoskiego harcerstwa Jana Wierzejewskiego. Jednym z graficznych elementów plakatu był namalowany w pionie biało – czerwony pasek symbolizujący barwy narodowe. Panowie Gawłowski i Ciabach z wypiekami na twarzy, uświadamiali zaskoczonym uczestnikom spotkania, że ten pasek to symbol harcerskiego podziemia!, którym kieruje w Bydgoszczy Janusz Pruski !

O bezskutecznym szukaniu podziemia świadczy również prowadzona tak przez władze harcerskie, jak i służbę bezpieczeństwa inwigilacja i kontrola zbiórek, spotkań oraz imprez organizowanych przez niezależne środowisko harcerskie. Przypomnieć w tym kontekście trzeba, opisywaną w gawędzie „Z wiary i woli naszej” dotyczącej działalności HKI „Kuźnica”, nocną wycieczkę drużyn i kręgów instruktorskich zorganizowaną w październiku 1983 roku do Murowańca (w pobliżu Bydgoszczy). Poza kontrolą harcerskiego ogniska przeprowadzoną przez milicjantów okazało się, że przez cały czas trwania wyprawy wszyscy jej uczestnicy byli bacznie obserwowani przez kilka patroli milicji „wzmocnionych” stosownymi służbami. Wszystko po to, aby znaleźć przysłowiowego „haka”. Jak zwykle bez efektów.

Uznawanego za lidera niepokornego harcerstwa w Bydgoszczy hm. Janusza Pruskiego postanowiono pozbyć się z Domu Harcerza i nie tylko. Na początku listopada od Inspektora Oświaty i Wychowania przekazał mu, że będzie musiał odejść z zajmowanej funkcji i to nie dlatego, że źle pracuje, ale są wywierane silne naciski, jak to określił „polityczne”. Zaproponował mu przejście do jednej z placówek oświatowych, którą sobie wybierze. Funkcję dyrektora Domu Harcerza przestał pełnić 30 listopada. Dnia 1 grudnia 1983 roku przeszedł chwilowo do pracy w Szkole Podstawowej nr 2 w Bydgoszczy na stanowisko pedagoga szkolnego, aby od 1 lutego 1984 roku objąć stanowisko instruktora w Młodzieżowym Domu Kultury nr 1. Komisarz Gawłowski i Komenda bydgoskiej Chorągwi triumfowali. Na tym jednak nie poprzestano. Dnia 14 listopada Rada Chorągwi w Bydgoszczy podjęła dwie uchwały. Pierwsza dotyczyła jego usunięcia z Rady Chorągwi. W uzasadnieniu podano: niewłaściwą postawą po sierpniu 1980 roku, popieranie KIHAM, brak współpracy z władzami politycznymi, popieranie działalności niezgodnej z socjalistycznymi celami wychowania. Druga uchwała, dotyczyła wniosku do Rady Naczelnej ZHP o pozbawienie Janusza Pruskiego członkostwa w Radzie Naczelnej. Hm. Pruski wspomina: Miałem świadomość, że nie da się zbyt długo walczyć samotnie będąc osaczonym przez wilki. Nie chciałem przede wszystkim narażać na kłopoty instruktorów i nauczycieli współpracujących z moją osobą. Obserwując uczestników posiedzenia Rady Chorągwi ze smutkiem patrzyłem, jak moi koledzy, z którymi przez wiele lat współpracowałem posłusznie podnosili ręce głosując przeciwko mojej osobie. Nie mieli jednak odwagi popatrzeć mi w oczy. Mogłem się od tych uchwał odwołać, ale nigdy tego nie zrobiłem. Pragnę zaznaczyć, że władze naczelne ZHP nigdy nie rozpatrzyły wniosku o odwołanie mnie z Rady Naczelnej. Nie wiem na ile wynikało to z sympatii dla mojej osoby, a ile z pragmatycznego myślenia albo biurokratycznego bałaganu. To już zupełnie inny temat.

W dniu 20 listopada 1983 roku został skierowany przez 40 instruktorów bydgoskiego Hufca list do Rady Naczelnej ZHP. Miał on charakter protestu przeciwko działaniom podjętym wobec osoby hm. Janusza Pruskiego przez kierownictwo Hufca i Chorągwi. Sygnatariusze listu ustosunkowując się do sytuacji w bydgoskim środowisku harcerskim zwrócili się do władz naczelnych Związku o arbitraż. Wprawdzie Rada Naczelna nigdy się sprawą nie zajęła, to wystosowanie protestu miało dużą wymowę symboliczną i szerokim echem rozeszło się po Bydgoszczy (a także została zauważona w innych środowiskach w Polsce). Świadczyło o jedności środowiska „niepokornego harcerstwa” i jego trwaniu przy wartościach zapisanych w Prawie Harcerskim.

 

Wróćmy do Hufca. W grudniu 1983 roku komisarz Gawłowski osobiście pofatygował się do niektórych dyrektorów szkół, aby poinformować, że ich uczniowie, członkowie Rady Hufca działają w harcerskim podziemiu. Nie trzeba mieć zbyt dużej wyobraźni, aby przewidzieć reakcję większości dyrektorów. Rozmowy w obecności przestraszonych rodziców, namawianie do wystąpienia z ZHP lub zadawanie pytań typu: „czy wiesz, że przed tobą matura?”, „czy chcesz sobie zmarnować życie?” to tylko niektóre elementy wywierania stosownych nacisków. Niektórzy ulegli, zwłaszcza, że groźby mogły przybrać realny kształt. Młodzi ludzie pomimo swoich przekonań chcieli ukończyć szkoły, a bycie bohaterem za wszelką cenę wymagało bardzo wielkiego poświęcenia. Z perspektywy lat – znając ówczesne bydgoskie realia – trzeba ich postawę uznać za heroiczną. Po bardzo aktywnym okresie „porządkowania” spraw kadrowych i organizacyjnych komisarz Gawłowski mógł z początkiem roku 1984 przystąpić do przygotowywania nadzwyczajnej konferencji sprawozdawczo – wyborczej Hufca, która zgodnie z wytycznymi Komendy Chorągwi miała się odbyć 31 marca. Tym razem władze postanowiły bardzo starannie przygotować się do konferencji i dopilnować, aby wśród delegatów nie było żadnej opozycji. Na zebraniach w rejonach, gdzie wybierano delegatów przedstawiciele Komendy Hufca i tak zwany „aktyw instruktorski” zadbali o to, aby na konferencję zostali wybrani instruktorzy o „właściwym kręgosłupie politycznym”.

Warto w tym miejscu przyjrzeć się jednemu z ważniejszych dokumentów przygotowanych na konferencję. To sprawozdanie z działalności Hufca Bydgoszcz – Miasto za lata 1983 – 1984. Skoro konferencję zwoływano z nadzwyczajnych powodów należało się spodziewać, że sprawozdanie będzie zawierało przynajmniej opis wydarzeń, jakie miały miejsce w omawianym okresie, nie mówiąc już o ich analizie i ocenie. Naiwny, kto chciałby z kart tego dokumentu dowiedzieć się o takich „ciekawostkach” jak: posiedzenia Rad Hufca z 20 i 26 września 1983 roku, powołanie komisarycznego komendanta Hufca, zawieszania w prawach instruktorów, zwolnienia z funkcji, usunięcia osoby J. Pruskiego z Rady Chorągwi itd. itd. Absolutna cisza! Nic się nie działo, nic się nie wydarzyło! Poza utyskiwaniem na tak zwane obiektywne trudności, sytuację w Hufcu można uznać za sielankę. Jeżeli kiedykolwiek zorganizowano by wystawę prezentującą materiały i dokumenty będące przykładem wręcz klasycznej manipulacji, to omawiane sprawozdanie powinno zająć jedno z poczesnych miejsc. Ówczesne władze bydgoskiego Hufca, a w szczególności komisarz Gawłowski miały nadzieję, że okrywając wydarzenia lat 83 – 84 zasłoną milczenia ukryją prawdę przed przyszłymi pokoleniami. No cóż, stało się inaczej, bo prawda prędzej czy później zawsze ujrzy światło dzienne!

Dnia 31 marca 1984 roku odbyła się IX Nadzwyczajna Konferencja Sprawozdawczo – wyborcza Hufca. Prowadzili ją hm.PL Marek Chiberski i hm. Grzegorz Frankowski. „Dogłębna analiza” sytuacji w Hufcu przedstawiona przez zastępcę komendanta Chorągwi hm.PL Krystynę Sosińską i komisarza Gawłowskiego ukierunkowana była na powtórzenie totalnego ataku na „młodych” członków poprzedniej Rady Hufca i osobę J. Pruskiego. Jednak najważniejszym punktem były wybory do Rady Hufca, Komisji Instruktorskiej i Komisji Rewizyjnej.

Skład tych statutowych organów wybranych na tej konferencji przedstawiony jest niżej.

W skład Rady Hufca weszli: phm. Jarosław Durszewicz, phm. Edward Frąckiewicz, hm. Wojciech Gawłowski, phm. Baltazar Głowiński, hm. Irena Gnap, hm. Krystyna Gondek – Wojcieszonek, hm.PL Janina Hojan, pwd.Krystyna Holc, hm. Ryszard Jaworski, hm. Czesław Jóźwiak, hm. Halina Kozińska, hm. Władysław Koziński, hm. Józef Kruszyński, hm. Zbigniew Kubiak, hm.PL Leszek Lorenc, pwd. Gabriela Lubiewska, phm Ewa Margańska, wędr. Arleta Mizerska, phm. Andrzej Nawrocki, wędr. Iwona Raszeja, hm.PL Zbigniew Staak, pwd. Krzysztof Szymański, hm Andrzej Tubielewicz, phm. Elżbieta Woźna, hm. Mirosław Ziętak.

W skład Komendy Hufca weszli: phm. Ewa Margańska – komendant Hufca, hm. Czesława Jóźwiak i hm. Zbigniew Kubiak – zastępcy komendanta Hufca, oraz członkowie: hm. Andrzej Tubielewicz i phm. Piotr Nawrocki.

W skład Komisji Rewizyjnej weszli: hm.PL Jerzy Roman – przewodniczący, hm.PL Zdzisław Donarski, hm. Edwin Gawrych, Andrzej Kluziński, hm. Andrzej Kowalski, hm. Andrzej Lorenc.

W skład Komisji Instruktorskiej weszli: hm.PL Bohdan Panasewicz – przewodniczący, hm.PL Henryk Konarski, hm Zofia Dzięgielewska, Grzegorz Deptuła.

W swoim wystąpieniu na zakończenie konferencji komendant Chorągwi hm.PL Jan Graczkowski podkreślił, że następuje czas normalizacji. Pryncypia zwyciężyły!

A co z oceną czasu komisarza? Myliłby się kto by sądził, że próbowano ten okres rozliczyć i wyciągnąć wnioski. Za to w wydanej przez Komendę Hufca ZHP Bydgoszcz – miasto w 2007 [!] roku książce, autorstwa hm. PL Mieczysława Hojana: „Harcerki i Harcerze w Bydgoszczy – Historia harcerstwa bydgoskiego w latach 1917 – 2007” możemy przeczytać: „We wrześniu 1983 roku Komenda Chorągwi (nie czekając na oficjalnie przeprowadzone wybory) zamianowała komisarycznym komendantem Hufca hm. Wojciecha Gawłowskiego ( …. ), który przez okres swojej komendantury unormował stosunki z administracją szkolną, nawiązał ścisłe kontakty z władzami miasta, reaktywował Miejską Radę Przyjaciół Harcerstwa i przeprowadzenie cyklicznych spotkań szkoleniowo – informacyjnych drużynowych. Dużą wagę przywiązywano do docenienia społecznej pracy instruktorskiej. Za czasów komendantury druha W. Gawłowskiego odbyły się liczne imprezy m. in. seminarium wyjazdowe komendantów szczepów, bieg zwycięstwa, przegląd drużyn starszoharcerskich i zuchowych, jesienne rajdy wszystkich trzech pionów, zlot drużyn sztandarowych, konferencje rejonowe instruktorów i szereg konkursów tematycznych związanych z Bydgoszczą”.

Ani słowa o pacyfikowaniu instruktorów, dla których istotą działania było autentyczne harcerstwo pełniące służbę Bogu, Polsce i bliźnim. Ciekawe czy funkcjonujące już w niepodległej Polsce władze harcerskie bydgoskiego Hufca, jako wydawca książki podpisują się pod takim przedstawieniem tego okresu historii bydgoskiego harcerstwa?

Na początku tej gawędy wspomniano, że był to czas pogardy i deptania wartości stanowiących fundamenty harcerstwa. Okazało się jednak, że te fundamenty są na tyle solidne, że nie da się je zniszczyć żadnymi „ideowymi pryncypiami” czy partykularnymi interesami. Ten czas pokazał, jakimi wartościami dla wielu bydgoskich instruktorek i instruktorów były i są nadal przyjaźń, braterstwo i wspólne działanie. Bo to co szlachetne, jak złoto w tyglu, musi być poddane próbie, aby świeciło czystym blaskiem!

Po czasie komisarza nastąpił czas tak zwanej normalizacji. Przykładem, jak ona wyglądała, niech będą działania w stosunku do hm. Janusza Pruskiego, który to w grudniu 1984 roku został zmuszony do opuszczenia na kilkanaście lat Bydgoszczy. Jak czytamy w ówczesnych dokumentach Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych Służba Bezpieczeństwa raportowała, że stało się to: „w wyniku podjętych przez nas działań dezintegracyjnych w tym środowisku” (niepokornego harcerstwa – przyp. aut.) Aż do 1989 roku w bydgoskim Hufcu konsekwentnie były przeprowadzane działania przeciw jakiejkolwiek opozycji.

Adam Wawrzynowicz.

To play, press and hold the enter key. To stop, release the enter key.

press to zoom
press to zoom
press to zoom
press to zoom

To play, press and hold the enter key. To stop, release the enter key.

press to zoom
press to zoom
press to zoom
press to zoom
press to zoom
press to zoom