10 Bydgoska Drużyna Harcerek "Astra"

" per aspera ad astra "

 

Barwy: czarne chusty

 

 

Drużynowe: pwd.Dorota Barczak (82-83), pwd.Joanna Rymarkiewicz (84-90), phm.Magdalena Lelwic (90-92), pwd.Iwona Siwińska (92 -92),                        pwd.Małgorzata Wilczyńska (92 -95), pwd.Katarzyna Bakoś (95  -96), dh.Agnieszka Pera (96-97)

 

Per „Wilczęca Gromada”… ad Astra – czyli o początkach 10 Bydgoskiej Drużyny Harcerek „Astra”

 

              Na początku były zuchy… i ich zupełnie niedoświadczona drużynowa. Rok 1980. Byłam mniej więcej w połowie liceum, kiedy moja mama (nauczycielka Szkoły Podstawowej nr 6 w Bydgoszczy) zaproponowała, żebym w jej drugiej klasie poprowadziła drużynę zuchową. Byłam oczywiście harcerką, jak niemal wszyscy w tych czasach, ale bez solidnych doświadczeń, po prostu bierna członkini klasodrużyny, uczestniczka raptem jednego biwaku. Zastanawiałam się nad podjęciem studiów na kierunku pedagogicznym, więc rodzina stwierdziła, że mogłabym się sprawdzić w pracy z dziećmi. Trafiłam do bardzo przeciętnego szczepu przy SP 6, zostałam skierowana na kurs drużynowych zuchowych, w ekspresowym tempie złożyłam zobowiązanie instruktorskie, z którego nie mam żadnych wspomnień i rozpoczęłam pracę z drużyną koedukacyjną. Jako wielbicielka Kiplinga wprowadziłam obrzędowość opartą na ”Księdze dżungli”. „Wilczęta” w zielonych chustach z sylwetką białego wilka podejmowały najważniejsze decyzje na Skale Rady w pobliskim „botaniku”, zdobywały kolejne sprawności i gwiazdki, zaliczyły kolonię zuchową i niestety, niestety zbliżały się nieuchronnie do wieku harcerskiego. W międzyczasie wstąpiłam do KIHAM-u, to i owo zmieniło się w moim życiu harcerskim, a przede wszystkim wzrosła świadomość. Martwiłam się, że w moim środowisku nie ma drużyn, do których mogłabym przekazać moje Wilczki.

Kolonia zuchowa Pólko 1982. Pierwsza z prawej drużynowa pwd.Dorota Barczak "Dodi" obok przyboczna (?)

W 1982 szczep przy SP 6 rozpadł się. Rozpuściłam wici, że poszukuję przybocznej do gromady zuchowej. Zgłosiła się nie jedna, ale aż trzy harcerki, których drużyna się rozwiązała. Potem dołączyły jeszcze cztery. Siedem przybocznych to już klęska urodzaju. Powołałyśmy więc zastęp harcerek przy gromadzie zuchowej. Dziewczyny były niezwykłe: o silnych, wyrazistych osobowościach, aktywne, wybitnie inteligentne, silnie zmotywowane i w dodatku urodziwe. Iza Tomczak, Magda Lis (Miśka), Dorota Kwiatkiewicz, Agata Buczkowska (Kropka), Ania ___ (Kreska), Beata Sławińska (Kawka) i Magda Lelwic (Sroka) przygarnięte na chwilę, na tymczasem, stały się dla mnie tak ważne, że zmieniły moje harcerskie plany. Mniej więcej w tym czasie (jesienią 1982) Piotr Grądziel założył w SP 6 10 Bydgoską Drużynę Harcerzy „Zjawa”. Pół kamienia spadło mi z serca, ponieważ w ten sposób znalazła się drużyna dla chłopców – przyszłych absolwentów gromady zuchowej, natomiast dziewczynki… miały w niedalekiej przyszłości wstąpić do 200 Bydgoskiej Drużyny Harcerek im. Związku Koniczyn. Zastęp dziewcząt przy gromadzie zuchowej przekształcił się w zastęp zastępowych. Wdrożyłam ambitny roczny projekt szkoleniowy o ambitnych celach, ambitnej nazwie Zespolona Edukacja Zastępowych i żenująco trywialnym skrócie (ZEZ). Dziewczyny poznawały w praktyce jak pracuje zastęp, uczyły się prowadzić zbiórki, doskonaliły się w technikach harcerskich (ja wraz z nimi). Uczestniczyłyśmy też z zapałem w życiu harcerskiego środowiska, nawiązując współpracę nie tylko z najbliższą nam 10 BDH, lecz także z 9 BWDH, 95 BDH, 34 BDH. Jeździłyśmy na zloty, biegi i biwaki. Wszędzie wędrowała z nami Zezówa, uszyta przez nas lalka z wielką głową, wyrazistym zezem, ubrana w szary mundurek z zieloną chustą. Podsumowaniem roku harcerskiego Zespolonej Edukacji Zastępowych był obóz wędrowny … w Tleniu. Był szczytowym osiągnięciem logistycznym Hufca Bydgoszcz-Miasto. W efekcie zdumiewająco niekompetentnych decyzji koordynatora akcji letniej dojechałyśmy tylko do Tlenia i tam każdego ranka podczas apelu zgrupowania meldowałam obóz wędrowny w miejscu. Mimo to bawiłyśmy się świetnie i dopieszczałyśmy wizję 200 BDH – idealnej drużyny żeńskiej.

 Obóz w Tleniu 07.1984 (Zdjęcie ze zbiorów 10BDH)

                          Wrzesień 1983 roku zweryfikował te plany. „Czata” (Piotr Grądziel) zaproponował, aby nasza drużyna stała się 10 Bydgoską Drużyną Harcerek. Zacieśnienie współpracy z męską „dziesiątką” wzmocniłoby środowisko. Ponadto Kasia Białkowska z zaprzyjaźnionej „Czarnej Trzynastki” toruńskiej przeprowadziła się do Bydgoszczy i mogła pełnić funkcję drużynowej harcerek. Ja natomiast mogłabym spokojnie wrócić do „czarnej” gromady zuchowej. Mimo początkowego oporu dziewczyny udało się przekonać do tej wizji. Jesienią wybrałyśmy się z Kasią i przyszłą Radą Drużyny do Gdańska na grób patrona „dziesiątek” Józefa Grzesiaka „Czarnego”. Tam też zdecydowałyśmy, że drużyna przyjmie nazwę „Astra” („Per aspera ad astra”). Niebawem Piotr Grądziel otrzymał powołanie do wojska, a Kasia Białkowska ze względów rodzinnych musiała zrezygnować z prowadzenia drużyny. Znów musiałam zmienić plany i przyjąć funkcję pełniącej obowiązki drużynowej. Należy tu wyjaśnić, że formalnie „Astra” i „Zjawa” tworzyły jedną drużynę (władze hufca nie wyrażały zgody na zatwierdzenie dwóch drużyn z tym samym numerem). Oficjalnie więc drużynowa „Astry” pełniła funkcję przybocznej. Praktycznie jednak tworzyliśmy oddzielne drużyny zachowujące odrębność organizacyjną i programową, choć ściśle ze sobą współpracujące. Po pierwszym naborze w „Astrze” pojawiły się trzy lub cztery zastępy o owadzich nazwach. Były więc kadrowe „Biedronki”, a poza tym „Stonogi”, i „Ważki”. W późniejszych latach dołączyły „Mrówki” i „Pszczółki”. Iza Tomczak została przyboczną. Ubolewałam jedynie nad tym, że w naszym związku drużyn brakuje gromady zuchowej. Dopiero dwa lata później za sprawą Malinki i Kojota „urodziła się” 10BDZ „Leśne duszki”. Stworzyliśmy wówczas pełną harcerską rodzinę. Ale to już inna historia… „Astra” natomiast rosła w siłę. Skupiała przede wszystkim dziewczęta z SP 6, a w późniejszych latach także absolwentki tej szkoły. Brałyśmy udział w zlocie „Korzenie”, rajdzie „Arsenał”, ekscytujących pierwszomajowych zlotach w Dębowej Górze oraz wielu innych imprezach o zasięgu lokalnym i ogólnopolskim. Nawiązałyśmy współpracę nie tylko z pokihamowskimi drużynami bydgoskimi, ale również z Czarną Trzynastką Toruńską i ze szczepem 37 ODH z Olsztyna. Uczestniczyłyśmy w zimowiskach w Toruniu i Raciążku i obozach letnich. Najcieplej wspominam obóz nad Juchaczem („Osada Wielkiego Ducha”), w którym brały udział oprócz Dziesiątek 95BDH i 41BDH. Pieczołowicie przygotowane elementy obrzędowości: totemy, stroje, indiańskie imiona, piosenka („Homaini hatakomba”), tamatamoteka, wielka włóczęga (dotarłyśmy aż na Mazury do obozu 37ODH) pozostały w mej pamięci (wspomaganej kroniką 10 BDH). Tego samego lata (sierpień 1986) wyruszyliśmy (dziesiątkowe harcerki i harcerze starsi) na włóczęgę po Górach Świętokrzyskich. Rozpoczęliśmy ją w Wąchocku (w latach osiemdziesiątych niezwykle popularna miejscowość ze względu na setki dowcipów krążących na jej temat) i przez Wykus (miejsce walk zgrupowania partyzanckiego Ponury-Nurt) udaliśmy się na Święty Krzyż, gdzie byliśmy umówieni z 37 ODH. Na Wykusie spotkaliśmy uczestnika walk partyzanckich. Część z nas była po lekturze książki Cezarego Chlebowskiego „Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie”, więc to spotkanie wywarło na nas wielkie wrażenie.

Moja przygoda z „Astrą” trwała do końca 1986 r. W 1987 rozpoczęłam pracę w Szkole w Murowańcu. Nie byłam w stanie prowadzić drużyny, zresztą był to już czas na zmianę warty. Moje dziewczyny dorosły i były gotowe do nowych wyzwań. Drużynę przejęła Joanna Rymarkiewicz „Ryba” i w 1989 świetnie prowadzona „Astra” weszła w skład Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. Dziękuję Ci Asiu!

P.S. Moja gawęda (licząca 1002 wyrazy) dobiegła końca. Zatęskniłam za Wami, Dziewczyny. Niektóre z Was czasem widuję. O innych nie wiem nic. Byłyście dla mnie bardzo ważne. Spotkałam Was w czasie mojego wchodzenia w dorosłość i kształtowania się osobowości. Bez Was być może byłabym inną osobą. Byłyście świetnymi dziewczynami, teraz jesteście na pewno świetnymi kobietami. Odezwijcie się, proszę (dodoroty@o2.pl). Myślę o Was ciepło.

pwd. Dorota Kubiak (Barczak)

Oboz 10-tek nad j. Juchacz rok 1986. 

Obóz "Osada Wielkiego Ducha" 1986 r. Zastęp Pszczółek na czele zastępowa pwd. Agata Kucharzewska

Pierwsza drużynowa 10BDHek Astra pwd.Dorota Barczak "Dodi"-obóz 1987 r.

Obóz 10BDH nad j.Wdzydze rok 1987 - raport składa druga drużynowa Astry pwd. Joanna Rymarkiewicz "Ryba"

Astra i Advena 1990-1992

Astrę przejęłam od Asi Rymarkiewicz zwanej Rybą w 1990 roku. Na początku 1989 roku uchwałą Rady Drużyny 10 BDH Astra i Zjawa wystąpiliśmy ze Związku Harcerstwa Polskiego. A wiosną 1990 wstąpiliśmy do nowo powołanego Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej oraz podjęliśmy pracę, w stworzonym przez nasze bydgoskie środowisko, Hufcu Harcerek i Harcerzy ZHR.

W kwietniu, zgodnie ze zmianami organizacyjnymi zachodzącymi w całym ZHR, nastąpił podział „Dziesiątki” na dwie drużyny: 10BDH Astra i 10 BDH Zjawa. Podział „Dziesiątki” nie oznaczał oczywiście zerwanie więzi, które łączyły nas przez wspólnie spędzone lata, dlatego powołano Radę Wodzów 10-tek Bydgoskich Drużyn Harcerek, Harcerzy i Zuchów.

W tym czasie w Astrze były trzy zastępy: dwa w SP nr 6, prowadzone przez Pełzaka (Anna Drews) i Iwę (Iwona Siwińska) i jeden w SP 50 prowadzony przez Gosię (Gosia Wilczyńska). Później powstały jeszcze zastępy w SP nr.20  które prowadziły Kataryna (Kasia Bakoś) i Klepcia (Justyna Wiecka).

Tyle fakty, a teraz wspomnienia. Drużynową zostałam w drugiej klasie szkoły średniej. Jeżeli dobrze pamiętam byłam wtedy najstarsza w drużynie po Iwie i Pełzaku, a z harcerstwem związana byłam już od Zuchów. Może więc naturalną koleją rzeczy było przejęcie przeze mnie pałeczki.

Gosia, Iwa, Klepcia  i Pełzak współtworzyły ze mną wtedy Astrę. Dwie pierwsze z nich zostały zresztą później kolejnymi drużynowymi Astry.

Pamiętam przygotowania do pierwszego obozu. U Gosi w domu wymyślałyśmy fabułę obozu i plan zajęć. Przygotowywałyśmy jadłospis i obliczaliśmy stawki żywieniowe, żeby dostać dofinansowanie z Kuratorium Oświaty.

Na obóz pojechałyśmy ze Zjawą nad J.Radolne koło Plęs. Komendantem zgrupowania był Jędrzej (Piotr Bogacki). Miałyśmy wtedy fabułę „Pensji u panny Hortensji ”i po raz pierwszy własny podobóz. Na obozie była z nami jeszcze Ryba, ale wtedy rządziła w kuchni, z boku przyglądając się i czuwając nad poczynaniami początkujących drużynowych. Chłopacy mieli wtedy fabułę „King Size-u” czyli Krasnoludków. Z tego obozu zapamiętałam dwa zdarzenia: pierwsze to chatki (zastępy wychodzą na całą dobę do lasu), podczas których w nocy strasznie się rozpadało i w związku z czym trzeba było wracać po ciemku do obozu. Niektóre zastępy wtedy się pogubiły. Drugie zdarzenie to nocne wizyty „tubylców” z pobliskiego pola biwakowego. Podczas jednej z takich wizyt, gdy jak zwykle uciekali przed naszą wartą, jeden z nich zderzył się czołowo z drzewem i trzeba było mu udzielać pierwszej pomocy.

W sierpniu starszyzna z obu drużyn wybrała się na tradycyjną wędrówkę. Tym razem w Sudety. Dla mnie była to jedna z najlepszych wędrówek. Piękna przyroda, interesujące miejsca i fajne przygody. Gosia przywiozła z tych wędrówek szczeniaka, którego nazwaliśmy Traper.

Zimowisko 1991 roku odbyło się już po raz drugi w Strzelnie, w internacie Szkół Rolniczych mieszczącym się w starym dworku. To miejsce jak i sama miejscowość, której historia sięga czasów Bolesława Krzywoustego, urzekła nas swoją atmosferą. Na długo w pamięci uczestników pozostały zapewne nocne wyprawy, chustowania i przyrzeczenia składane w środku nocy, w romańskiej rotundzie św. Prokopa.

Astra rozrosła się do tak dużych rozmiarów, że wiosną podzieliliśmy ją. W ten sposób powstała 10BDH Advena, której pierwszą drużynową została Gosia. W późniejszym okresie w Astrze, zostały młodsze dziewczęta, a starsze przeszły do Adveny. Dzięki czemu powstała właściwie drużyna wędrowniczek. Obie drużyny zawsze współpracowały ze sobą bardzo blisko, stąd wspólna organizacja obozów czy zimowisk.

Tego roku lato było bardzo bogate w różne wydarzenia. W lipcu, po raz ostatni ze Zjawą wybrałyśmy się na wspólny obóz nad J. Dybrzk. Bawiłyśmy się wtedy w Indian. Była wtedy też z nami, nowo powstała żeńska drużyna 10 BDH Adwena, a swój podobóz miały też zuchy, prowadzone przez Kojota (Piotr Adamczewski) i Balbę (Roberta Sawickiego).
W sierpniu miał miejsce Zlot 80-lecia Harcerstwa w Polsce, w Olsztynie koło Częstochowy. Zlot był okazją do poznania drużyn z całej Polski i nawiązania nowych kontaktów. Zaprzyjaźniłyśmy się z męską drużyną z Sopotu im. Orląt Lwowskich, niestety nie pamiętam numeru. Gościłyśmy później u nich w Sopocie na biegu terenowym. W tym czasie w Polsce był z pielgrzymką w Częstochowie papież Jan Paweł II. W związku z tym uczestniczyłyśmy w Białej Służbie, pełniąc służbę sanitarną lub porządkową.

Mając doświadczenie w chodzeniu po górach z poprzednich lat, poczułyśmy się na tyle silne, że postanowiłyśmy same wybrać się na wędrówkę w góry. Celem naszym były Tatry polskie. Pojechały najstarsze dziewczyny: Gosia, Iwa, Pełzak , Klepcia, Lena i ja. To była wspaniała przygoda. Odwiedziłyśmy Kraków, zdobyłyśmy m.in. Orlą Perć, spałyśmy pod gołym niebem przy schronisku nad Morskim Okiem, bo nie było miejsca w środku i poznałyśmy wielu ciekawych ludzi. Wtedy zakochałyśmy się w Tatrach i jeździłyśmy tam jeszcze kilka razy, również w Tatry Słowackie.

Od 1992 roku Astra i Advena jeździły już na samodzielne obozy letnie. Zaczęłyśmy od obozu wędrownego, łatwiej go przygotować, ja miałam wtedy maturę. Wybrałyśmy się na Mazury, wzdłuż Czarnej Hańczy, z kilkudniowym pobytem w Jałowym Rogu. Fabuła była oparta na książce „Mały książę” i, tak jak on, przemieszczaliśmy się z planety na planetę zmieniając kolejne miejsca pobytu.

W sierpniu, zabrałyśmy starsze dziewczęta z obu drużyn w Bieszczady, żeby nauczyć je chodzenia po górach i pokazać jaka to fajna frajda.

Między obozami i zimowiskami odbywała się normalna praca w zastępach, w drużynie i spotkania środowiskowe. Wiosną jeździłyśmy na biwaki rowerowe. W marcu zawsze uczestniczyłyśmy w przygotowywanym przez Zjawę, Bydgoskim Biegu Baby. Z niecierpliwością czekałyśmy jakież to nowe, śmieszne konkurencje dla nas wymyślą. Brałyśmy również udział w Festiwalach Piosenki Harcerskiej. We wrześniu, tradycyjnie odwiedzałyśmy grób naszego patrona Józefa Grzesiaka „Czarnego” w Gdańsku. Tam odbywały się chustowania lub przyrzeczenia. W grudniu uczestniczyłyśmy w spotkaniach wigilijnych 10-tek.

Nie można zapomnieć o wyprawach Achnacarry, w których również uczestniczyłyśmy. Organizowane były zawsze w sierpniu na bezdrożach kaszubskich, przez środowisko gdańskie. Nie traktowałyśmy tego jednak tak ambitnie, jak chłopacy ze Zjawy, którzy wygrali nawet jeden czy dwa razy! To była dla nas dobra zabawa, męcząca, ale fajna. Wtedy ludzie byli bardziej otwarci i ufni. Pozwalali nam spać w swoich gospodarstwach. Warunkiem było tylko, żebyśmy nie paliły. Ha, ha!

10 października 1992 roku obchodziliśmy 10-lecie „Dziesiątki”. Wszystkie 10-tki wraz z osobami, które były związane z nimi, jak i nasi przyjaciele, spotkaliśmy się na biwaku w Samostrzelu, w szkole, w której wtedy uczyła Dodi! Moja pierwsza drużynowa, jeszcze z czasów gdy byłam zuchem! Tak historia zatoczyła koło.

Na początku 1993 roku przekazałam drużynę Iwie.

A kolejny obóz był już stały na Roztoczu.

phm. Magdalena Lelwic, Sroka